Skąd mamy jego relikwie?

84 lata temu w bunkrze głodowym KL Auschwitz męczeńską śmierć poniósł św. Maksymilian Maria Kolbe – założyciel Niepokalanowa, wielki czciciel Maryi.
W każdy poniedziałek odmawiamy nowennę do św. Maksymiliana i czcimy jego relikwie. Skąd je mamy, skoro ciało męczennika spopielono w obozowym krematorium?
Na początku II wojny światowej, kiedy gestapo w poszukiwaniu ukrywających się Żydów zaczęło przetrząsać także polskie klasztory, bracia z Niepokalanowa postanowili zgolić swoje brody. Wśród nich był ojciec Kolbe. Klasztorny fryzjer schował sobie na pamiątkę pukiel Maksymilianowej brody, który stał się relikwią i dziś w maleńkich fragmencikach znajduje się w relikwiarzach w setkach kościołów na całym świecie.
Więcej o nabożeństwach i relikwiach w naszym kościele przeczytasz TUTAJ.
Podczas kanonizacji o. Kolbego Jan Paweł II powiedział, że „nie umarł, ale oddał życie za brata”. Jego śmierć była wynikiem heroicznej decyzji. Po ucieczce jednego z więźniów, w odwecie wybrano dziesięciu innych, przypadkowych więźniów, którzy mieli zostań ukarani śmiercią przez zagłodzenie. Jeden z nich – Franciszek Gajowniczek – zaczął głośno łkać, że żal mu żony i synów, których osieroci. Poruszony jego rozpaczą ojciec Maksymilian wystąpił z szeregu, prosząc by mógł go zastąpić. Kierownik obozy zgodził się na zamianę. Dzięki temu Gajowniczek szczęśliwie przeżył obóz i wojnę.
A oto zeznanie Bruno Borgowca (nr obozowy 1192) o ostatnim etapie męczeństwa o. Maksymiliana:
Do jednej z ostatnich cel w lipcu 1941 r. po odbytym apelu wieczornym przyprowadzono 10-ciu więźniów z bloku 14-go… Wszystkich nowo przybyłych wprowadzono do jednej celi… Od tego dnia nieszczęśliwi nie otrzymywali już żadnej strawy. Co dzień SS-mani, pełniący służbę na bloku 13, przeglądając cele kazali trupy zmarłych w ciągu nocy wynieść. Przy wizytach takich byłem zawsze obecny, gdyż musiałem spisywać numery zmarłych, względnie tłumaczyć ewentualne rozmowy lub prośby skazańców z języka polskiego na niemiecki.Gorące modlitwy i pieśni do Matki Najświętszej nieszczęśliwych, rozlegały się po wszystkich gankach bunkra.
Miałem wrażenie, że jestem w kościele.Przepowiadał ojciec Maksymilian Kolbe, a następnie chórem odpowiadali więźniowie…Z celi, w której znajdowali się ci biedacy, słyszano codzienne głośne odprawianie modlitw, różańca świętego i śpiew, do których się też więźniowie z sąsiednich cel przyłączali. W chwili nieobecności SS-manów na bloku, poszedłem do bunkra, aby porozmawiać i pocieszyć kolegów. Gorące modlitwy i pieśni do Matki Najświętszej nieszczęśliwych, rozlegały się po wszystkich gankach bunkra. Miałem wrażenie, że jestem w kościele. Przepowiadał O. M. Kolbe, a następnie chórem odpowiadali więźniowie…
O. M. Kolbe trzymał się dzielnie, nie prosił i nie narzekał, dodawał otuchy innym, wmawiał współwięźniom, iż uciekinier się jeszcze odnajdzie i zostaną wypuszczeni. (…) W międzyczasie zmarł jeden po drugim, aż po trzech tygodniach pozostało tylko jeszcze czterech, wśród nich także O. M. Kolbe.
Wydawało się to władzy za długo, cela była potrzebna dla nowych ofiar, toteż pewnego dnia przyprowadzili kierownika izby chorych, Niemca, przestępcę kryminalnego nazwiskiem Bock, który każdemu po kolei dawał zastrzyki kwasu karbolowego w żyły lewej ręki. O. M. Kolbe z modlitwą na ustach podał sam ramię katu.
Gdy miałem ciało Ojca Kolbego z celi wynieść i drzwi otworzyłem podpadło mi, że Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało.
W naszym kościele można znaleźć także witrażowy portret św. Maksymiliana Marii Kolbego, gdzie stoi obok św. Teresy Benedykty od Krzyża – Edyty Stein. Widzimy go w ubranego w habit franciszkanów konwentualnych – tych samych, którzy w naszej diecezji prowadzą parafie w Rychwałdzie i w Harmężach.




